>Od lat wpaja mi się do głowy, że jestem uzależniony od gier. No dobrze, faktycznie blisko 10 lat temu pogrywałem w Metal Gear Solid na PSX z kumplem po kilka-kilkanaście godzin dziennie przez wiele tygodni. Ale byłem wtedy szczeniakiem a tak się składa, że kumpel mieszkał dokładnie przy mojej drodze do szkoły.

Teraz generalnie grywam w gry przede wszystkim wtedy kiedy muszę, a dopiero potem dla przyjemności i zabawy. Ale i tak od kilku lat wmawia mi się, że jestem od nich uzależniony. Dawno temu niemiecki filozof, niejaki Artur Schopenhauer napisał w swojej książce
Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów: kłamstwo powiedziane 1000 razy staje się prawdą. W porządku, więc uwierzyłem w swoje uzależnienie, na które de facto nie mam zbyt wiele czasu. Ale niech im będzie...
Jednak wieloletnie pieniactwo co jakiś czas zostaje przytłumione o opinie odmienne. Niedawno w raporcie opublikowanym przez amerykańskie stowarzyszenie lekarzy zajmujących się uzależnieniami (American Society of Addiction Medicine - www.asam.org) przeczytałem, że gry to nie narkotyki czy papierosy - nie powodują zmian fizjologicznych. Mniej więcej w tym samym czasie swój raport ogłosiło American Medical Association. Ci naukowcy orzekli, że gry - w skrócie - to zło. Stwierdzili dosłownie wszystko zaczynając od tego, że gry powodują uszczerbek na zdrowiu psychicznym i fizycznym, a kończąc na tym, że Pokemony spowodowały atak epilepsji u kilkuset Japończyków. Konkluzją był wniosek o wpisanie uzależnienia od gier do podręcznika zaburzeń, który... ostatecznie został wycofany. Pomijam już zabawę metodologiczną, ale dochodzi do zabawnej sytuacji, w której wielu zapyta: komu wierzyć? Naukowcom potrzeba jeszcze kilku lat by dojść do jednomyślności.
Mniejsza z tym, bo najzabawniejsze w tej sytuacji jest jedno - dlaczego niektóre rzeczy określa się jako uzależnienie, a inne jako hobby. Piłka nożna to hobby, gry komputerowe to uzależnienie? Zawsze? Bezsens...
Uzależnienie to "
nabyta silna potrzeba wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji" (za wikipedia.org). Wynika z tego prosta rzecz: zarówno gry komputerowe jak i piłka nożna może być przedmiotem uzależnienia psychicznego, ale nie musi. Każdy może mieć takiego samego fioła na punkcie zarówno gier jak i gry w piłkę. Więc jaka jest różnica między uczniami siedzącymi w szkole, z których obaj pragną już skończenia lekcji, ale jeden chce zasiąść do komputera do nowego C&C, a drugi grać w gałę do 22. Jeśli ktoś chce przytoczyć przykład dbałości o zdrowie to obydwie formy rozrywki mogą powodować uszczerbek na zdrowiu. Ponadto przechodząc do skrajności: sport to zdrowie? - zobaczcie z jakimi boleściami na starość kończą zawodowi sportowcy. Zresztą, gdzie tam zawodowi, znam 23 latka, który mało co zawału nie dostał przez uprawianie sportu.
Ciekawi mnie, czy w przyszłości gry komputerowe będą traktowane na równi z telewizją czy książką, lub też w podaniach o pracę bądź innych dokumentach znajdzie się rubryka:
uzależniony od: papierosów / alkoholu / narkotyków / gier komputerowych (właściwe podkreślić)
A teraz możecie powrócić do Waszych uzależnień klikając na ikonkę *.exe bądź wybiegając na boisko :)
Swoją drogą, czy mój nawyk poprawiania zawiniętej firanki do jeszcze hobby czy już uzależnienie? :)
P.S. Jeśli gry uzależniają i wypaczają psychikę to czym były
Cierpienia młodego Wertera, które spowodowały dziesiątki samobójstw w XIX wieku?